Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński

WRAŻENIA UCZESTNIKÓW

Wspomnienia z rajdu i rady dla nowych potencjalnych uczestników.

 

         Najlepszą odpowiedzią na często zadawane pytanie „jaki motocykl jest najlepszy na RK”? odpowiedź brzmi - SPRAWNY!!!! Jaki to będzie typ, model, rodzaj, rocznik itp. na rajdzie to ma tak naprawdę małe znaczenie, jadą motocykle wszelkiego rodzaj i kierowcy też wszelkiego rodzaju od starych wyjadaczy po totalnych amatorów dopiero zaczynających przygodę z motocyklem. Jazda off to nie motocykl tylko motocyklista, oczywiście „krążowniki” i „ścigacze” mają TROCHĘ większy problem, ale w porównaniu z innymi ten to przysłowiowa „bułka z masłem”!! motocykl jaki by nie był ma jeździć i to jest najważniejsze!!! A jak się rozkraczy to jest laweta, spoko nie ma się co na motocyklu za bardzo skupiać, ważniejsze jest to jak się mentalnie (psychicznie) nastawić i co zabrać na ten motocykl!!!!

         Drogi potencjalny uczestniku Rajdu Katyńskiego jakiego byś motonga nie posiadał rajd przejedziesz bez problemu ale bez np. kuchenki gazowej (jak ja w 2012) będziesz „cierpiał” i w takie „pierdoły” należy się zabezpieczyć przede wszystkim!!!! Nie brać za dużo ubrań „śmierdziuch” da się prać (jest gdzie) wyschną a jak pada deszcz i nie można wysuszyć ubrań to po dwóch dniach nie ma to już znaczenia, MAPY i jeszcze raz MAPY!!!! Bez map i ich UMIEJĘTNOŚCI czytania będziesz „cierpiał”!!!! dodatkowo GPS opcjonalnie.
W tym temacie należy jeszcze odróżnić rady dla całkowicie początkującego motocyklisty od rad dla całkowicie początkującego uczestnika Rajdu!
         Rajd Katyński to jest coś czego tak naprawdę nie da się opisać jak się opisuje różnego rodzaju wyprawy na forach motocyklowych np. jak ktoś opisuje swoją wyprawę na Bałkany i jak to w tej Albanii robił to i tamto. W RK Ty jesteś najmniej istotny najważniejsi są ludzie których odwiedzasz, to ICH radość jest najważniejsza!!! ciężko to zrozumieć i dlatego ten Rajd jest wyjątkowy odwraca do góry nogami istotę rajdów jakie są teraz modne bo nie jedziesz dla własnej przyjemności, radość czerpiesz z dawania radości innym a w szczególności swoim RODAKOM na tym „przeklętym” wschodzie!! Jeśli nawet tego nie rozumiesz to po przejechaniu RK zrozumiesz!!!!

         Oczywiście są i momenty tylko dla Ciebie i Twojego motocykla, jednym z nich jest np. wjazd w Moskwie na Plac Czerwony całą grupą ok. 50 – 70 motocykli z biało czerwonymi flagami, zrobienie sobie zdjęcia i szybka ucieczka bo tam oczywiście nie wolno wjeżdżać, piękna chwila której oprócz RK nie da się przeżyć, żaden inny wypad motocyklowy albo nawet biuro podróży nie załatwią Ci takich wrażeń.      

         Momentami było naprawdę ciężko trzeba było liczyć tylko na siebie Ci co jadą tam już któryś kolejny raz trochę tak jakby popadali w rutynę i zachowywali się na zasadzie „zapomniał wół jak cielęciem był” co nowym nie ułatwiało życia. Wiadomo jak jest dużo ludzi to zawsze są jakieś drobne konflikty, nieporozumienia należy być na to przygotowanym. Reguły są twarde nikt się z nikim za bardzo nie pieści ale oczywiście w razie naprawdę poważnych problemów nie zostaniesz bez pomocy.

         W czasie rajdu nie ma zbytnio czasu na przemyślenia, dopiero jak się wróci do domu to długo jeszcze się wspomina te chwile tam spędzone, te złe jakoś się same kasują, zostają tylko fajne wspomnienia i ma się ochotę jak najszybciej wrócić w te wszystkie miejsca, do tych ludzi i do tej atmosfery.

 

 Adam Ślęzak XII MMRK

 

 


 

 

Dzień czwarty
Wtorek 29 sierpnia Wilno. Czwarty etap rajdu.
Wstaję o godz. szóstej. Wyjazd o ósmej, ale ja ciągle potrzebuję dużo czasu. Nie mogę się zorganizować, nie wiem jak się ubrać. Do tej pory pogoda nas nie oszczędzała. Wszystko przemoczone, nie ma kiedy wyschnąć. W dodatku tylko jeden prysznic a są z nami panie, które mają przecież pierwszeństwo. Złoszczę się na siebie, że znowu za późno wstałem. Niektórzy już odpalają swoje maszyny. Nie mogą spać czy co, myślę. Jakoś załapuję się na toaletę i dawaj się pakować. To pestka, najgorzej to powiązać toboły na motor tak, aby przynajmniej przez 200 km były na swoim miejscu. Jest śniadanie przygotowane przez Siostry z wileńskiej parafii, ale ja nie mam czasu. Udaje mi się wysiorbać w pośpiechu szklankę gorącej herbaty, gdy zbliża się czas odjazdu. Pędzimy z Jackiem podziękować Siostrom za serdeczne przyjęcie i obiecujemy, że kiedyś z nami polecą do Ameryki. Są śmiechy i serdeczności.
Ruszamy ostro. Na razie nie pada, chociaż chmury ciągle straszą. Droga niezła i w miarę pusta. Razem, na zakładkę, w odstępach 2 sekundowych, jak nakazał Wiktor. Tylko Marek czasem przemknie z boku wzdłuż kolumny sprawdzając, czy wszystko w porządku. Jego enduro z długą anteną CB, aluminiowymi pojemnikami na bagaż i przytroczonym termosem sprawia, że czuję się jakby czekała na nas Sahara. Ciągle jest jednak zielono.
Skręcamy za prowadzącym. Kilkaset metrów, wioseczka, żadnej tablicy. Niewielki drewniany kościółek, kilka domków, jeden sklepik. Hałas zjeżdżających tu motorów nie wywołuje niczyjego zainteresowania. Żywego ducha, kościół zamknięty, ludzie gdzieś w pracy. Takich kościołów jest na Wileńszczyźnie wiele, dlaczego więc tutaj, myślę sobie.
Po jakimś czasie udaje się ustalić, że kobieta opiekująca się parafią mieszka w pobliżu i niebawem przyjdzie. Nie kazała nam długo czekać. Wchodzimy do schludnego wnętrza. W imię Ojca i Syna... Pachnie drewnem i świeżą farbą. Niektórzy wiedzą, ja wciąż się zastanawiam. I oto wzrok wszystkich kieruje się na chór. Tutaj nad drzwiami wejściowymi drewniana tablica mówiąca wszystko. „Kościół Sorokpolski, miejsce chrztu Marszałka Józefa Piłsudskiego – Wodza Narodu, od synów tej Ziemi”. Po prawej stronie w gablocie srebrna chrzcielnica przykryta szarfą z przyrzeczeniem: „pamiętamy i będziemy pamiętać”. Siadam w zadumie w ławce i patrzę na ołtarz, który jest niemym świadkiem tamtych chwil. Któż wtedy mógł przypuszczać, jak potoczy się życie chrzczonego wówczas chłopca? Zapewne rodzice w najśmielszych marzeniach nie odważyli się przypisać synowi roli, jaką przyjdzie mu spełnić dla Polski.

zdjęcia

Spracowana kobieta opowiada tymczasem o losach kościoła, polskich rodzin i swoim ciężkim życiu. O pielęgnowaniu tego miejsca, o tym jak ukrywano chrzcielnicę przed sowieckimi agentami, o tym, że to świętość tej Ziemi, tych ludzi, i że tak już pozostanie. Nie ma czasu na Mszę Świętą, modlimy się więc w skupieniu z naszymi księżmi w miejscu, gdzie przed oblicze Boga przyniesiono po raz pierwszy przyszłego Naczelnika Państwa.


Ruszamy. Jazda niezbyt długa, mijamy pola i lasy. Skręt w lewo w szutrową drogę, kilka łuków. Jakieś porośnięte fundamenty, pozawalane budowle. Zostawiamy motory i ostatnie metry pod górkę pokonujemy piechotą. Idziemy w to miejsce, gdzie rośnie dąb. Jedyny taki dąb na świecie. Ma niespełna 70 lat. Dęby Królewskie w Puszczy Białowieskiej mają przecież po 400 i więcej. Ten nie jest królewski. To Dąb Marszałkowski. Rośnie w miejscu, gdzie stał dom, w którym urodził się twórca II Rzeczypospolitej. Obok granitowy pomnik. Czytamy inskrypcję, następnie Łucja i Jurek składają wieniec od „polskich motocyklistów”. Ze wzruszeniem wszyscy razem odśpiewujemy „Pierwszą brygadę”.

zdj

Tymczasem z pobliskiego domu będącego niegdyś oficyną wybiega młoda dziewczyna. Bosa, z grubą księgą przy piersi. Wpiszcie się, prosi. Wszyscy rodacy, którzy tu przybywają wpisują się do mojej Księgi Pamiątkowej. Dziewczyna jest bardzo ładna. Drobna blondynka z niebieskimi oczami. Opowiada o delegacjach, które odwiedzały to miejsce. Do niedawna nie było tu żadnej oficjalnej delegacji polskiego rządu. Do niedawna, bo tej wiosny z oficjalną wizytą przybył Marszałek Sejmu, pan Marek Jurek. Dziewczyna dobrze zapamiętała ten dzień. Pamięta też, że prosiła kogoś o ksiażkę o Józefie Piłsudskim. Któregoś dnia dostała wezwanie na pocztę. To musi być pomyłka, ja nie dostaję paczek, powiedziała listonoszowi. To była książka, o którą prosiła. Ktoś nie zapomniał, mówi ze wzruszeniem. Kiedy tak opowiada, jej trójka dzieci dołącza i tuli się do mamy. Pytamy jak tu się żyje, jak rodzina? Smutnieje i głos jej mięknie. „Mąż pracuje na budowie. Ja opiekuję się dziećmi i ponieważ jestem na miejscu dbam o to, co jest tutaj symbolem wolnej Polski” – powiada. Nie mam tu łatwego życia, jej głos coraz bardziej się łamie. Mieszkam wśród nieprzychylnych ludzi. „Drwią ze mnie, wyśmiewają, gdy pielę koło pomnika albo zbieram butelki i śmieci pozostawione po libacjach wokół dębu. Nawet dzieciom nie dają spokoju, a ostatnio wyżywali się na naszym źrebaczku...” Podbródek drży, a łzy jak grochy płyną po tej pięknej twarzy. Ale głowa uniesiona wysoko, dumnie. Tutaj na Wschodzie Polacy chodzą z podniesionymi głowami, kiedy trzeba zapłakać też głowy nie spuszczają.

 

zdj

Wszyscy mamy ściśnięte gardła. Patrzę jak Wiktor całuje te spracowane młode ręce i przyciska dziewczynę mocno do piersi. Coś w niej pękło, płacząc opowiada, jak wybiegła z krzykiem, kiedy zaczęli piłować dąb. Najgorsi są młodzi… Nie można poskarżyć rodzicom, bo ci jeszcze podpuszczają. Dla nich nie ma świętości, pamiętają jedynie chlewy i płynącą tu gnojowicę. Sowieckie wychowanie: bez Boga, bez korzeni, bez poszanowania czegokolwiek.

Chcemy coś zrobić, tylko co? Grzesiek chce rozprawić się z nimi natychmiast, ale to tylko pogorszy sprawę. Robimy spontaniczną zbiórkę pieniędzy. Do kasku wędrują dolary, lity i euro. Dziewczyna z oporami przyjmuje. Łucja pyta ją o numer buta i zabiera gdzieś ze sobą. Postanawiamy obdarować wyrostków słodyczami. Stoją daleko z boku i przyglądają się spode łba. Namawiamy ich do pilnowania pomnika. Obiecujemy powrót za rok i wtedy ich nagrodzimy. Nie mówią nic. Pewnie nie wierzą. Przechodzimy do motorów i jeszcze kilka minut stoimy w milczeniu. Każdy udaje, że ma coś do zrobienia. Ja bezmyślnie kręcę kluczykiem w stacyjce, Jacek sprawdza zamocowanie bagażu, ktoś inny patrzy w ziemię. Jest nam strasznie przykro opuszczać to miejsce. Czy dąb przetrwa? Czy wystarczy jej woli, aby zmagać się w pojedynkę z hołotą?
Musimy ruszać. Przed nami Łotwa. Wiktor na czele, ustawiamy maszyny w szyku. Jedziemy powoli, nikt nie przyśpiesza. Myśli kłębią się pod kaskiem. Znowu zaczyna padać.

 

Sławek Iwanicki
 

Drogi Wiktorze,

minął już tydzień od naszego powrotu do domów, a ja nie przestaję być ciągle na rajdzie. Zamykam oczy próbując zasnąć i widzę obrazy, które były treścią mego życia przez te minione dwa tygodnie. Cóż było takiego w tej wyprawie, że nie mogę przestać o niej myśleć? Moje życie to ciągła podróż. Nowe miejsca, nowi ludzie….

Byłem już prawie wszędzie. Sudańska pustynia, czy północna Kanada, gujańska dżungla, czy japońskie wyspy. A może Kuba, albo Curacao? Gdzie jest piękniej? Do tej pory nie wiedziałem. Nie trzeba było tak daleko szukać. Zrozumiałem, że miejsca, to ludzie. Polacy z kresów II Rzeczpospolitej, których dane mi było spotkać, te przyczółki polskości w maleńkich wioskach Litwy i Ukrainy witające nas chlebem i polską pieśnią.

Żyją innym trybem i mają zapewne inny sposób wartościowania. Pielęgnują to, o czym my już dawno zapomnieliśmy. To dzięki nim możemy teraz odkłamywać historię.

Ciekawość, potem wzruszenie, a na końcu smutek i żal, że Polska o nich zapomniała. Dobrze, że my im tej Polski, którą tak ukochali, przywozimy odrobinę. Nigdy nie czułem się tak potrzebny tylko przez to, że byłem. Nigdy nie czułem się tak podle, uświadamiając sobie jak słabo znam historię. I nie tłumaczy mnie to, że w szkole nie uczyli. To była dopiero lekcja! Lekcja pokory i solidarności, lekcja współczucia i patriotyzmu. Nie oczekiwałem czegoś podobnego, ale nie mogło stać się inaczej, bowiem na wyprawie tej od początku panował klimat zadumy i skupienia. Wzruszone i przejęte twarze młodych uczestników rajdu były świadectwem na to, że duch tej imprezy udziela się nam wszystkim bez względu na wiek i doświadczenie. Byliśmy równi, byliśmy solidarni, byliśmy wyrozumiali dla swoich słabości. Byliśmy jednością. Zasługa to nas wszystkich.

Była też jazda. Jazda w strugach deszczu, czasem w ciemności i znużeniu. Nikt nie powie, że było łatwo. I dobrze. Tak miało być, tym większa satysfakcja. Brzmią mi w uszach słowa młodego księdza, który mówił: „ mogliście jechać na plażę, ale woleliście przyjechać tu i za to wam dziękuję”. Było nas tylko pięćdziesięciu i aż pięćdziesięciu. Niech jadą do Monte Carlo, biedni. Rajd Katyński to męska sprawa. Nikt łatwo nie rezygnuje. A ci, co ucierpieli? No cóż. Jak w księdze Hioba, tylko Bóg wie dlaczego doświadcza cierpieniem wybranych. Oni nie rezygnują podobnie jak biblijny Hiob.

Kończy się powoli sezon motocyklowy. Nastaną wkrótce długie zimowe wieczory. Przy ciepłym ogniu kominka i z lampką koniaku w dłoni wspominać będziemy te wspaniałe, wspólne przeżyte chwile. I pewnie gdzieś tam na kresach będą wspominać polskich motocyklistów, którzy nie pojechali na plażę, ale tam, gdzie pozostała prawdziwa Polska.

 

Dziękuję Ci Wiktorze z całego serca.

Uczestnik VI Rajdu Katynskiego Sławomir Iwanicki
kapt. PLL LOT, B-767 pilot

 


".... Tyle wspaniałych, historycznych miejsc... Tak wielu wyjątkowych ludzi, wielogodzinna jazda motocyklem, czasem tak wyczerpująca, że na drugi dzień aż nie chciało się nam wsiadac :-), niezapomniane ogniska a przy nich "wieczorne Polaków rozmowy", śpiew, śmiech, zabawa. I tych parę wzniosłych, pięknych chwil. Chwil, kiedy wszyscy oddawaliśmy hołd zamordowanym żołnierzom, Polakom, w tych wszystkich strasznych miejscach; w Katyniu, Charkowie... i choć ich garstka, to jednak to te chwile byly i będą dla mnie NAJWAŻNIEJSZE! Za każdym razem kiedy o tym myślę, a myśl ta towarzyszy mi niemal codziennie, przeżywam to jeszcze raz. Przeżywam to tak jakbym znów tam był. Jeszcze raz sluchał płomiennej przemowy ks. Marka i patrzył jak po jego policzkach spływają łzy, a głos nawet w najczulszych punktach przemowy nie drży, jest spokojny. Jakbym znów płakał, kiedy w Katyniu czarnowłosa dziewczyna grała na gitarze i śpiewała wraz z wtórującymi jej starszymi kobietami jakąś polską piosenkę z której nie zapamiętałem ani jednego słowa, czułem się jak zahipnotyzowany. Kiedy Wojtek w Kamieńcu Podolskim grał na harmonijce ustnej "Ciszę" a my w milczeniu słuchaliśmy jej... i jeszcze wiele, wiele innych. Cały czas tam z wami jestem. ZAWSZE tam z wami będę! Chciałbym podziękować wszystkim, naprawdę wszystkim uczestnikom rajdu, za to jaką atmosferę stworzyli i za to, że kazdy z nich zostawił mi coś od siebie. To miłość do ojczyzny i ...PAMIĘĆ! Trzymam to wszystko w sercu i na pewno, na pewno przekażę dalej."

Uczestnik V i VI Rajdu Katynskiego Robert Beltowski


Witam serdecznie
Moje wrażenia z Rajdu są ogromne. Wróciwszy do kraju czułem się naprawdę szczęśliwy ze mieszkam w Polsce. Wg. mnie wszystko było super. Jadąc indywidualnie na taka trasę nie zobaczył bym tylu ciekawych rzeczy i nie spotkał tylu wspaniałych ludzi. Jestem Ci bardzo wdzięczny za cały trud który włożyłeś w przygotowanie i prowadzenie Rajdu.

Andrzej

P.S. Wspólnie spędzony czas na zawsze pozostanie głęboko w mojej pamięci.
Moje wrażenia
Najprawdopodobniej nigdy tam bym nie był, a już na pewno tak nieskrępowanie ( w konwencji rajdu motocyklowego). Wszyscy się w tym połapali (bo motocykliści) i stworzyła się zgrana paka. Wrażenia i wspomnienia dużo większe niż z moich różnych autostopów sprzed 30-tu. No i cel, który w młodych latach rzadko kiedy był wzniosły, tutaj był określony precyzyjnie, a jego osiągniecie przepełnia mnie autentyczną dumą. Dlatego wyrazy uznania dla paru młodych co z nami byli i mają oszczędzone szwendanie się bez celu i satysfakcji. Mają więcej szczęścia niż ja w ich wieku, a może i rozumu. Starzy trochę jak by urwali się z domu w delegację albo do sanatorium czerpiąc wszelkie dobroci z tych odmiennych stanów. Ale tyłek odciskali na siodełku po te 500 km równo jak wszyscy, byli prymusami z historii, zawsze przygotowani dzielili się wiedzą różnoraką. Więc była to Pielgrzymka, choć nikt nie używa tego słowa. Niech ono nie wystraszy wszystkich chętnych na przyszłość, bo była też delegacja, wczasy, sanatorium i obóz harcerski. U każdego z nas proporcje różnie się układają, ale w znacznej mierze była też zaduma, świadomość dramatu i ogromu zła w miejscach, gdzie mordowani byli Nasi, pamięć i potrzeba zaświadczania o tym. Należy też potrącić Wiktora, bo to wszystko dzięki niemu. Jako znany w swoim otoczeniu legendziarz, będę miał długo o czym opowiadać. Do następnej rajzy na Wschodzie (no może Monte Cassino).

Danek - Boja


Jak wiadomo ideał nie istnieje, także mimo pewnych niedociągnięć wynikających z braku doświadczenia w organizacji tak potężnych imprez (co może się zmienić jako, że doświadczenia uczą) uważam przedsięwzięcie za wielce wartościowe. Byłem w miejscach gdzie każdy Polak przynajmniej raz w życiu być powinien, byłem w miejscach pięknych, ciekawych, poznałem interesujące postacie. Do tego zrobiłem to wszystko na motocyklu, co zwiększa wrażenia dziesięciokrotnie. Jednym słowem podpisuję się pod "Rajdem" obiema rękoma i pojadę na następny (o ile zostanę zaproszony).

Grzegorz


Zrobiłeś naprawdę wielka rzecz. To trzeba przeżyć, przejechać, aby zdać sobie sprawę z wielkości i celowości tego Rajdu. To trzeba kontynuować za wszelka cenę. Ściskam raz jeszcze

Jacek


Cześć Wiktor!
Chciałbym tobie podziękować za to ze poświęciłeś swój czas i zorganizowałeś taką imprezę w której miałem przyjemność uczestniczyć. Podczas rajdu miałem okazje przeżyć chwile: Katyń - msza, dom dziecka, powitanie na Łotwie przez Polaków i wiele innych, których nie miałbym możliwości przeżyć w innej sytuacji. Poznałem wielu ludzi z którymi spotkanie zaliczam do przyjemności i myślę ze znajomość nasza nie ograniczy tylko do rajdu. Uważam ze tworzyliśmy zgrana grupę mimo drobnych nieporozumień. Ogólnie moje wrażenia są bardzo pozytywne. Organizując taka imprezę nie da się wszystkiego przewidzieć, tak więc jest rzeczą normalną ze musza wystąpić pewne problemy i kłopoty. Jednak największą zmorą dużej grupy są różnorodne ludzkie charaktery różnie reagujące w danej sytuacji. Ja osobiście spodziewałem się że będzie gorzej pod względem wyżywienia, noclegów, toalety, a było naprawdę całkiem OK.
Pozdrawiam i do zobaczenia.

Jurek


Chwała Wiktorowi, że zorganizował ten rajd. Mam nadzieję, że następne będą pozbawione większości braków jakie nas nieco bulwersowały. Choć to czego nie można odmówić Rosji to ciągła wielka niewiadoma. Wielu wspaniałych ludzi zebrało się akurat pod berłem Wiktora i gorąco popieram Zibiego - Wiktor dla Wiktora.
Do zobaczenia.

Marek


Drogi Wiktorze
W imieniu mojego męża i swoim chciałabym Ci serdecznie podziękować za zapał i poświęcenie z jakim zorganizowałeś II MRK. Z różnych przyczyn nie mogłam w nim uczestniczyć, ale czuję, że coś mnie w życiu ominęło. Gdy Rafał wrócił do domu powiedział, że to była wspaniała przygoda. Czułam, że jest bardzo poruszony tym co przeżył i zobaczył. Byliśmy bardzo mile zaskoczeni, gdy w Starej Iwicznej otrzymaliśmy gazetę z reportażem - świetna pamiątka. Mam nadzieję, że będziesz o nas pamiętał, gdy się skrystalizują plany następnego rajdu. Może wtedy uda mi się wybrać wspólnie z Wami. Jeszcze raz dziękujemy i serdecznie pozdrawiamy.

Kinga i Rafał Przydryga

P.S. Nasz córka była zachwycona orkiestrą :))) i uroczystą odprawą wart
Katyń, Miednoje, Kozielsk, Bykownia - nazwy tych miejscowości były dla mnie obce, mimo, że mieszkałam w Związku Radzieckim i byłam jego obywatelką. O tych miejscach, i o tragicznych rozdziałach polsko - radzieckiej historii, dowiedziałam się, gdy wyjechałam z ojczystego kraju, Ukrainy, i zamieszkałam w Polsce. Podczas IV Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego miałam okazję poznać te wszystkie miejscowości, które jak dotąd były mi nieznane. Miałam okazję wstąpić na cmentarze wojenne w Katyniu, Miednoje, białoruskich Kuropatach, ukraińskim Charkowie i wraz z innymi uczestnikami Rajdu oddać hołd niewinnie pomordowanym ofiarom systemu komunistycznego. Miałam okazję zobaczyć, jak Polacy odwiedzają swoich rodaków, mieszkających w Rosji, na Białorusi i na Ukrainie. Przekonałam się, że losy tych ludzi dla wielu nie są obojętne. Dziękuje organizatorom Rajdu, za wszystko, co zobaczyłam, za ogromne przeżycia i emocje. Uważam, że takie wyjazdy są niezbędne, zarówno dla Polaków mieszkających w Polsce, jak i tych, znajdujących po drugiej stronie granicy wschodniej, którzy być może nigdy nie byli w Ojczyźnie i którzy czekają niecierpliwie na kontakty z rodakami.

Tatiana Serwetnyk


Witam
Niniejszym chcę podziękować za udział w Rajdzie Katyńskim. Sam organizowałem kilka różnych imprez motocyklowych (zloty, spotkania i rajdy), dlatego wiem, ile czasu i pracy kosztuje przygotowanie tak dużej imprezy, w nie zawsze sprzyjającym klimacie na Wschodzie. Ogromna praca ! Naprawdę warto było jechać ! Życzę powodzenia przy kolejnych edycjach Rajdu. Pozdrawiam.

Wojtek


Wiktor
Chwała Ci za to co robisz. Już od pierwszego rajdu byłem sercem z Tobą. Dopiero za czwartym razem mogłem pojechać z Wami. Dzięki Tobie spełniłem się. Wszystkie niedogodności oraz braki organizacyjne to nic!!! Jestem bardzo szczęśliwy!!! Dziękuję ci z całego serca

Wojtek, kolejarz z Rzeszowa


Witam serdecznie!!
Rajd uważam za bardzo udany. Przeżycia były niesamowite spotkania z dziećmi polskimi utkwiły mi na długo w mojej pamięci. Nie zdawałem sobie sprawy iż tęsknota za Polską może być tak silna. Rajdy takie są konieczne po to by miejsca mordów Polaków nigdy nie zostały zapomniane. Zdaję sobie sprawę z ogromu trudności przy organizacji tego typu wypraw i jestem pełen podziwu i wdzięczny, że są ludzie Twojego pokroju, którzy z pełnym zaangażowaniem oddają się sprawie. Pozdrawiam.

Cezary


Relacja Leszka Kwietnia z "IV Rajdu Katyńskiego"

W tym roku przy wsparciu magazynu "Biznes i Motocykle" wziąłem udział w "IV Międzynarodowym Motocyklowym Rajdzie Katyńskim". Oprócz organizatorów i 42 motocyklistów w rajdzie wzięli reporterzy telewizji "TRWAM" i gazety "Nasz Dziennik". W trakcie trwania rajdu oficjalnie poinformowano mnie, że jest to pielgrzymka. Nie mam nic przeciwko pielgrzymkom ale uważam, że nie tylko ja ale i inni zostali wprowadzeni mam nadzieje, nie celowo w błąd. Innymi prawami kieruje się pielgrzymka a innymi rajd. Nie wiem dlaczego w nazwie podano IV Rajd a nie VI Pielgrzymka. Nie podejrzewam organizatorów o brak odwagi aby przed zebraniem chętnych wyjaśnić prawdziwy cel wyjazdu. Sam chętnie wziąłem w niej udział i gdyby w przyszłym roku również się odbyła nie wykluczam w niej swojego udziału. Nawet ze względu na atmosferę jaką potrafił stworzyć kapelan ksiądz Roman z Łodzi. Również uczestnicy rajdu bardzo między sobą przychylni tworzyli to co pozwalało przezwyciężyć brak organizacji i dbałość organizatorów o pielgrzymów. Organizację przejazdów, wyżywienia i noclegów oceniam na zero. Wiem ,że tak krytyczna ocena spowoduje ostra dyskusję , dlatego też podam tylko przykłady:

Jadąc w czasie ulewy około 400 km do Miednoje zarządzono nocleg pod namiotami, które rozstawiano w czasie deszczu. Nie muszę tłumaczyć motocyklistom co znaczy jazda cały dzień w deszczu a potem spanie w mokrym namiocie bez możliwości chociaż częściowego wysuszenia przemoczonych ubrań. Dla mnie i kilku uczestników dziwnym wydała się ta decyzja gdyż około 1km był hotel. Tam też część uczestników uzyskała bez żadnego kłopotu nocleg w pokojach 2 osobowych z łazienką za 200 rubli czyli około 27 zł. Czy nie można było tam zakwaterować wszystkich? Tym bardziej, że zapewniono ochronę motocykli. Drugi przykład - z Miednoje jedziemy w dalszym ciągu w deszczu. Część grupy rezygnuje z wjazdu do Moskwy. Między innymi komandor Rajdu-Pilegrzymki. Znajduje On motel. Po uzyskaniu informacji o jego położeniu sam wraz z księdzem Romanem szukamy motelu przez 1,5 godziny w strugach deszczu i tylko dzięki spotkaniu miejscowego mieszkańca trafiliśmy tam. Inni nie mieli takiego szczęścia i spali w innych hotelach. Wystarczyło na stacji benzynowej po drugiej stronie autostrady postawić motocykl lub zostawić informację. Są to może w perspektywie czasu drobne szczegóły, lecz w czasie kiedy dotyczą uczestnika, który mokry w nocy nie ma gdzie się podziać jest to na pewno problem. Inna nieprzyjemna sprawą było niewątpliwie zachowanie części uczestników w czasie zorganizowanego przyjęcia na cześć naszego przyjazdu przez motocyklistów Charkowa. Motocykliści z Charkowa przygotowali dla nas przyjęcie na którym nie zabrakło napojów, piwa i jedzenia w tym gorące danie. Część uczestników ostro zabrała się do konsumpcji i po krótkim czasie okazało się, że przy stole są sami goście a gospodarze przyglądali się tej uczcie stojąc opodal nie zapraszani do stołu. Szkoda, że niektórzy uczestnicy tej biesiady nie zdawali sobie sprawy z faktu znajomości polskiego przez niektórych motocyklistów z Charkowa. Pozwoliłoby to na im na ograniczenie swych wypowiedzi niejednokrotnie w tzw. nieocenzurowanym języku. Uważam, że należy przesłać motocyklistom z Charkowa słowa podziękowania i przeproszenia co niniejszym czynię. Są to fakty. Może ktoś z uczestników rajdu-pielgrzymki zechce napisać cos więcej.


WASZE KOMENTARZE

Oczywiście rajd.

Byłem na tym rajdzie uważam, że ocena nazbyt niekorzystnie odzwierciedla atmosferę i organizację. Dla niezadowolonych polecam wycieczki z niemieckich firm specjalizujących się w tego rodzaju wyprawach. Kogo z nas będzie na to stać. Będzie za to profesjonalnie i dopięte na ostatni guzik. Pozdrowienia dla wszystkich uczestników. Podziękowania dla Komandora Rajdu - Wiktora i NASZEGO Marka Harasimiuka.

Franek


Nieistotne

A czy za lat kilka na wspomnienie rajdu ktoś z nas będzie pamiętał o dwóch godzinach stania bez sensu na stacji benzynowej?? Myślę ze nikt. Będziemy pamiętać piękne i zmuszające do zadumy miejsca, ciekawych ludzi, których poznaliśmy (i swoja droga niezłe imprezy :) ). tak wiec główny cel rajdu został spełniony. Chwała za to Wiktorowi i wszystkim uczestnikom (bo to oni tworzą ta niepowtarzalna atmosferę) i przestańcie rozstrząsać jak to nazwać, co poprawić itd. bo i tak założę się, że każdy z was już szykuje się do wyjazdu za rok :). Pozdrawiam wszystkich uczestników IV.

Natalia



OPINIE UCZESTNIKÓW V RAJDU MOTOCYKLOWEGO 

"Wrażeń moich nie sposób opisać, pozostaną na długo w mojej pamięci. Rajd był dla mnie swoistymi rekolekcjami patriotycznymi, niesamowita, wzruszająca lekcja historii, wspaniali, naprawdę wspaniali ludzie – to wszystko bardzo wzmocniło moją wiarę w Polaków, którą mocno nadwątliła propaganda „rodzimych” środków masowego przekazu (...widocznie komuś zależy na pozbawieniu nas świadomości narodowej). Dlatego właśnie zachęcałbym wszystkich, szczególnie młodych, ludzi do uczestnictwa w tym rajdzie – żeby mieli siłę dostrzec i przeciwstawić się prądowi telewizyjno-prasowego ścieku."
Marcin



"(...) goraco dziękuję za to, że mogłem uczestniczyć w tak wspaniałym wydarzeniu. Na Rajd jechałem z bardzo mieszanymi uczuciami. Jak to będzie? Przecież nikogo nie znam a do tego mam zaledwie 19 lat. Te odczucia runęły już w pierwszym dniu. Od razu zobaczyłem, że uczestnicy rajdu to wspaniałe osoby, mające jeden wspólny cel - uczczenie naszych rodaków bezprawnie zamordowanych przez NKWD. Cały wyjazd przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Nie spodziewałem się, że podczas tak długiej podroży można każdą chwilę wspominać jako coś wspaniałego. Pomimo trzech przykrych zdarzeń V Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński będę wspominał przez długie lata."
Michal Szeliga



"Oglądając zdjęcia z IV edycji i słuchając opinii niektórych uczestników domyślałem się, że jest to fajne wydarzenie, ale nie wiedziałem, że aż tak. Niezapomniana lekcja historii, wrażenia i przeżycia odbierające mowę, spotkania z Rodakami i miejscowymi życzliwymi ludźmi, chwile zadumy, śmiech, łzy.. . Być może liczba uczestników tym roku nie była duża, ale tylu sympatycznych i wartościowych ludzi nie udało mi się jeszcze poznać w tak krótkim czasie. Dzięki Wam za wszystko."
Przemek



"To był wspaniały rajd. Byłem pierwszy raz. Marzyłem, aby tam pojechać. Rajd ani trochę nie zawiódł moich oczekiwań. Jeszcze długo będę go wspominał i nim żył. Oczywiście, na pewno jeszcze pojadę. Wszystkich patriotów-motocyklistów gorąco zachęcam. Nigdzie nie spotkacie tylu pokrewnych dusz. Nigdzie na motocyklu nie zaczerpniecie tyle Polski, ile możn jej znaleźć na kresach. Każdy z nas przywiózł stamtąd coś w sercu. Coś, czego nie da się przekazać słowami. Dziękuje wszystkim za mile i pożytecznie spędzony czas. "

Marek Nowak



"V Rajd Katynski po raz kolejny udowodnił jak niezwykle ważne są spotkania Polaków z rodakami mieszkającymi na wschodzie. Ci ludzie nieustannie czekają na cząstkę polskości, którą motocykliści zabierają ze sobą i przekazują krajanom, zamieszkałym tysiące kilometrów od Ojczyzny. Godna podziwu i naśladowania jest przyjazna atmosfera Rajdu, solidarność w trakcie podróży, a przede wszystkim - pragnienie odwiedzić rodaków i oddać hołd polskim ofiarom reżimu stalinowskiego w rosyjskim Katyniu i Miednoje, białoruskich Kuropatach i ukraińskim Charkowie. Emocje, związane z Rajdem Katyńskim, na długo pozostają w pamięci. Dziękuję z całego serca."
Tatiana Serwetnyk



"To byla moja motocyklowa inauguracja – pierwszy motocykl posiadam od marca 2005 roku. Niestety, po przejechaniu ponad połowy trasy, z powodu jeszcze małego doświadczenia, uległem drobnemu wypadkowi w Odessie (szyna tramwajowa, złamany obojczyk) i byłem zmuszony przerwać rajd i wrócić do Polski. Niesamowite przeżycia jakich mogłem doświadczyć dzięki Wiktorowi i jego wyprawie, tak patriotyczne jak i czysto motocyklowe oraz ludzie jakich tam poznałem powoduje, iż nie mogę już doczekać się kolejnych wyjazdów - oczywiście na dwóch kółkach! Chyba nigdy nie zapomnę, gdy w szyku prawie 40 motorów, przy łopocie prawie 40 polskich flag, jadąc w większości przez historycznie polskie ziemie, czuliśmy się jak kawaleria, jak niepokonana kiedyś husaria, czuliśmy, że niesiemy ze sobą część Rzeczypospolitej... Wspaniałe, niezapomniane uczucie!."
Piotr



"(...) Gdyby w dzień powrotu do domu ktoś zaproponował mi tą samą trasę, potrzebowałabym kilku godzin na przepakowanie rzeczy i ewentualnie kąpiel, i ani chwili więcej, żeby wsiąść na motocykl i ruszyć w drogę. Niepowtarzalne przeżycie. Najwspanialsze podróż poślubna, jakiej mogłam sobie życzyć. Jeśli chodzi o tak często poruszaną sprawę organizacji, to szczerze mówiąc cudowne towarzystwo na rajdzie, miejsca, zdarzenia, poznani ludzie - to wszystko przesłoniło mi jakiekolwiek niedociągniecia. Zresztą, doskonałość wyklucza przygodę. A tej właśnie oczekiwałam. W tej sprawie mam jedną tylko sugestię. Organizowanie takiego rajdu i potem sprawowanie pieczy podczas całej trasy to ogromna praca i odpowiedzialność. Uważam, że można podzielić część zadań na uczestników, szczególnie młodych. Może usprawniłoby to organizacje szczególnie podczas nieprzewidzianych zdarzeń. No i wspólna odpowiedzialność z pewnoscią jest zdrowa i pozadana, kiedy grupa ludzi jest zdana na siebie nawzajem w nietypowych warunkach. Dziękuję wszystkim za wspaniałe towarzystwo, bardzo sobie cenię znajomość tylu wartościowych, mądrych osób. Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że bęzie mi dane spędzić jeszcze czas z Wami. "
Paulina



".... Tyle wspaniałych, historycznych miejsc... Tak wielu wyjątkowych ludzi, wielogodzinna jazda motocyklem, czasem tak wyczerpująca, że na drugi dzień aż nie chciało się nam wsiadac :-), niezapomniane ogniska a przy nich "wieczorne Polaków rozmowy", śpiew, śmiech, zabawa. I tych parę wzniosłych, pięknych chwil. Chwil, kiedy wszyscy oddawaliśmy hołd zamordowanym żołnierzom, Polakom, w tych wszystkich strasznych miejscach; w Katyniu, Charkowie... i choć ich garstka, to jednak to te chwile byly i będą dla mnie NAJWAŻNIEJSZE! Za każdym razem kiedy o tym myślę, a myśl ta towarzyszy mi niemal codziennie, przeżywam to jeszcze raz. Przeżywam to tak jakbym znów tam był. Jeszcze raz sluchał płomiennej przemowy ks. Marka i patrzył jak po jego policzkach spływają łzy, a głos nawet w najczulszych punktach przemowy nie drży, jest spokojny. Jakbym znów płakał, kiedy w Katyniu czarnowłosa dziewczyna grała na gitarze i śpiewała wraz z wtórującymi jej starszymi kobietami jakąś polską piosenkę z której nie zapamiętałem ani jednego słowa, czułem się jak zahipnotyzowany. Kiedy Wojtek w Kamieńcu Podolskim grał na harmonijce ustnej "Ciszę" a my w milczeniu słuchaliśmy jej... i jeszcze wiele, wiele innych. Cały czas tam z wami jestem. ZAWSZE tam z wami będę! Chciałbym podziękować wszystkim, naprawdę wszystkim uczestnikom rajdu, za to jaką atmosferę stworzyli i za to, że kazdy z nich zostawił mi coś od siebie. To miłość do ojczyzny i ...PAMIĘĆ! Trzymam to wszystko w sercu i na pewno, na pewno przekażę dalej."
Uczestnik V i VI Rajdu Katynskiego Robert Beltowski



"(...)   Pytam jedną z pań:
- Dlaczego zostaliście tutaj? Dlaczego nie chcieliście wracać do Polski? A ona na to,
- Do Polski? A gdzie ta Polska jest tak naprawdę? Dla mnie zawsze tutaj była moja Polska. Widzisz tą resztkę nagrobka młody człowieku?
- Widzę - odpowiadam niepewnie.
- Tutaj leży moja matka.
- A w tym miejscu - odzywa się druga kobieta - leży mój ojciec zamordowany przez NKWD w 1963r. czyli w tym roku kiedy NKWD zdewastowało polski cmentarz.
- To był straszny rok dla Polaków - stwierdza starszy gość w opasce białoczerwonej z czarnym napisem AK.
Aż do opuszczenia cmentarza nie odezwałem się już ani słowem. Mam nadzieje że moje milczenie było wymowne. Mam nadzieję, że zrozumieli, że ja zdałem sobie sprawę z tego, czym dla nich jest ta ziemia. Mam nadzieję!"
Zły Bob - www.motowyprawy.krv.pl


XII Rajd Katyński – opowieść - emocje

XII Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński był najdłuższym z dotychczas organizowanych. Trwał bowiem 22 dni ( dla mnie 24 dni). Wyruszył 1 września 2012 roku; przez Litwę(Wilno), Białoruś (Mińsk), Rosję (Moskwę), Ukrainę (Kijów) zakończył się w tym samym miejscu skąd wyruszył czyli na Placu Zwycięstwa w Warszawie.

O takich motocyklistach - jak ja mówią „leszcz". Był to zaledwie trzeci sezon motocyklowy w moim życiu a jedyne doświadczenie rajdowe to samotny Nordkapp w 2011 roku. Ponadto nigdy nie byłem w harcerstwie, wojskowej dyscypliny nie cierpię a stanie na baczność przed chorągwią zawsze uważałem za głupie i śmieszne. Tymczasem Rajd Katyński ma zasady, które trzeba zaakceptować i się im podporządkować. Oczywiście niczego „nie musisz" ale wówczas wypadasz z Rajdu. Wśród motocyklistów wszyscy są na ty - Piotr, Robert, Marek etc. I nikogo nie obchodzi co robisz, gdzie pracujesz, ile masz forsy i ile miałeś żon. Istotne jest czy kochasz Polskę, co potrafisz na motocyklu, gdzie dojechałeś i czy znasz się na jednośladach. Regulamin Rajdu jest na stronie internetowej Stowarzyszenia Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński, ale kto czyta bezduszne regulaminy? Zasady poznaje się w trakcie trwania Rajdu.

Rajd Katyński jest jedyny w swoim rodzaju, wymagający, trudny, niesamowity i fantastyczny. Ten Rajd jest dla ciebie ale jeszcze bardziej TY jesteś dla Rajdu. Ten Rajd łączy przyjemność jazdy motorem z celami nadrzędnym:
- oddać cześć bohaterom którzy zginęli za ojczyznę na kresach wschodnich w powstaniach, w walkach o niepodległość w 1919 i 1920 roku, pomordowanym przez komunistów w ramach czystki w latach 36-38, w wojnie ze Związkiem Radzieckim w 1939 roku i w ramach zbrodni katyńskiej oraz w latach późniejszych łącznie z mordami żołnierzy „wyklętych".
- mamy odwiedzić miejsca masakr dokonanych na naszych rodakach przez ochotników litewskich w Ponarach oraz ukraińskich faszystów-nacjonalistów w Hucie Pieniackiej.
- mamy odwiedzić Polaków, którzy nie poddali się wynarodowieniu, zawieść dary do szkół w których uczą się polskiego, wspomóc domy dziecka , odwiedzić miejsca związane z naszą historią; Okopy Św. Trójcy, Chocim, Bar, Kamieniec Podolski, pola bitwy pod Kłuszynem, Dyatiatynem i miejsca związane z naszymi bohaterami; marszałkiem Piłsudskim, rotmistrzem Pileckim, pułkownikiem Kalenkiewiczem, prezydentem Paderewskim i wielu innych.
Zasada pierwsza i podstawowa brzmi: „Rajd jedzie". Twoje potrzeby nikogo nie interesują musisz je dostosować do harmonogramu Rajdu. Co więcej, masz obowiązki w grupie, którym trzeba podołać - w przeciwnym razie koledzy muszą to zrobić za ciebie. Uczestnicy podzieleni są na grupy liczące od 8 do 10 osób, oznaczone kolorową chustą. Każdej grupie przewodzi grupowy z doświadczeniem, który organizuje przejazd i tankowanie benzyny, pomaga w nagłych zdarzeniach, dzieli się uwagami, doświadczeniem, itp. Wszystko, co jest Ci niezbędne do spania, toalety, zaspokojenia pragnienia i głodu wieziesz ze sobą.
Druga zasada brzmi :„żeby jechać - dbasz o siebie, o motocykl i o bezpieczeństwo". Z Rajdem jadą co prawda 3-4 bagażówki, ale wypełnione są darami, wieńcami, zniczami i pochodniami. Jeden ciągnie lawetę na 2-3 motocykle (aby dowieść zepsuty motocykl do najbliższego warsztatu), kolejny ciągnie przyczepę z prowiantem i kuchnią na gaz (zazwyczaj jest gorący posiłek wieczorem, ale tego nie możesz być pewny). Musisz zatem być przygotowany, że poradzisz sobie sam. Koledzy udzielą Ci pomocy, ale nikt nie będzie cię niańczył bo „Rajd Jedzie" i jeśli nie dajesz rady wypadasz i wracasz.
Trzecia zasada brzmi: „ obserwujesz komandora, komandorów czyli Wiktora Węgrzyna, faceta z haryzmą przywódcy. Jedzie On na czele Raju olbrzymią Hondą, ustala plan przejazdu, śpi w swoim namiocie lub razem z innymi na sali, zajada to samo co wszyscy ze wspólnego kotła, udziela wywiadów prasie, prowadzi dziesiątki rozmów z władzami, policją itp. Ma oczywiście pomocników ale na Niego skierowane są oczy uczestników rajdu.
Najczęściej Rajd wyruszał o 7:00 rano i musisz być gotowy. Rada jest jedna należy wstać na tyle wcześnie, żeby zwinąć namiot, karimatę, śpiwór, przebrać się, zrobić sobie śniadanie, wypić coś gorącego, zapakować wszystko i być gotowy do odjazdu. Przychodzi Komandor, zapala motor i wydaje komendę "za trzy minuty ruszamy" i kurde rusza. Jest 7 lat starszy ode mnie, no więc, jak tu nie dać rady.

Spróbuję w kilku obrazach opowiedzieć co tworzyło atmosferę rajdu, jakich emocji doświadczyłem i kilka osobistych przeżyć, które jak sadzę pozostaną w mojej pamięci do końca życia. Po wyjeździe z Placu Zwycięstwa w Warszawie jedziemy do Hajnówki aby oddać cześć bohaterce AK ps. INKA, niepełnoletniej dziewczynie zamordowanej przez bandytów z UB w Gdańsku 1946 roku. Składamy cześć pomordowanym Polakom przez NKWD w trakcie tzw. obławy białowieskiej i odwiedzamy matkę błogosławionego ks. Popiełuszki zamordowanego przez Milicję Obywatelską w 1984 roku. Ta wiekowa Pani 102 lata, o żywym umyśle, udzieliła nam matczynego błogosławieństwa na dalszą drogę. Na terenie kraju w kilku miejscowościach przyjmowali nas z iście polską gościnnością np. w Hajnówce świeżo upieczoną dziczyzną i domowymi wypiekami natomiast w Ostrowie Wielkoposkim wspaniałą grochówką z kawałkiem kiełbasy. Najedzeni i zadowoleni odwiedzamy grup Emilii Plater i dojeżdżamy do Wilna a raczej do jego przedmieścia czyli Ponar.

PONARY wywołały pierwszy szok w mojej świadomości. Stałem nad dołami o średnicy 28 m i głębokości 5 metrów, które wykopali Rosjanie na magazyny paliw, a które w latach 1943-44 zostały wypełnione zabitymi. W większości byli to obywatele II Rzeczpospolitej z Wileńszczyzny, żydowskiego i polskiego pochodzenia, trochę innych narodowości, trochę jeńców radzieckich. Wilno liczyło przed II wojną światową 300 tysięcy mieszkańców w tym 65% polskiego pochodzenia, 30% żydowskiego i tylko 0,7% litewskiego. Tego ludobójstwa dokonali ochotnicy policji litewskiej tzw. strzelcy ponarscy w służbie niemieckiego okupanta. Stałem nad dołami, gdzie obecnie są jedynie prochy ludzkie. Ten mord przeraził nawet samych Niemców, więc z dołów wyciągnięto zwłoki i spalono na stosach drzewnych, stąd dziś można jedynie w przybliżeniu określić, że zabito od 100 do 150 tysięcy ludzi: mężczyzn, kobiet, młodych, starych i dzieci, profesorów Uniwersytetu Wileńskiego, urzędników, gimnazjalistów, działaczy ruchu oporu, akowców. Przywożono ich do Ponar, wiązano, goniono w szeregu nad doły lub kładki przerzucone nad dołami i rozstrzeliwano z karabinów. Kto wpadał ranny konał, dzieci niesione na rękach wpadały żywe i żywcem były posypywane pod koniec dnia wapnem i piaskiem. Fragment memoriału ponarskiego okolony murkiem kamiennym wydzielony jest dla Polaków i tam na ołtarzu kapelani Rajdu sprawowali ofiarę mszy świętej za pomordowanych. W poczcie sztandarowym stali motocykliści. Zapaliliśmy znicze i posłaliśmy do Boga modlitwę „wieczny odpoczynek racz im dać Panie". Potem była śpiewana pieśń „Boże coś Polskę „ i pierwsze łzy spłynęły po moich policzkach aż dech mi zaparło. Patrzyłem na sztandar Rajdu Katyńskiego, na wizerunek Matki Boga, która tuli syna polskiego z dziurą w głowie i wtedy zrozumiałem, że nie jesteśmy zgrają, motorową watahą, ale przedstawicielami tej części dumnych Polaków, którzy wybrali się na Rajd aby oddać cześć bohaterom.
I pierwsza natarczywa refleksja, dlaczego ja o tym nie wiedziałem? dlaczego ta zbrodnia nie ma należnego jej miejsca w narodowej pamięci ?, dlaczego napisy upamiętniające tę zbrodnię dalej kłamią, dlaczego nie ma filmu, powieści, pieśni, wierszy opłakujących zabitych rodaków ?, dlaczego okaleczono naszą pamięć?, kto i dlaczego zawłaszczył naszą świadomość narodową w ostatnich dwudziestu latach ? Podobno, jesteśmy wolni, podobno?.
Wilno dostarczyło kolejnych mocnych przeżyć. Mój kask leżał u stóp Matki Boskiej Ostrobramskiej. W trakcie mszy świętej, Marta Kosińska uczestniczka Rajdu tak pięknie śpiewa modlitwy, że nabożeństwo stało się mistycznym przeżyciem. Potem był cmentarz wojenny na Antokolu, chociaż leży w samym centrum miasta, pozostaje nieznany mieszkańcom Wilna, bo skazany został na zapomnienie. Setki a może tysiące krzyży na mogiłach obrońców Wilna z 1920 roku. Krzyży wyrastających ze zbocza jak gdyby powstających ze snu do boju o pamięć, modlitwę i cześć za złożoną ofiarę. Wrażanie potęgował zapadający zmierzch i zapalane znicze. Podobno to jeden z najpiękniejszych cmentarzy wojennych w Europie, podobno!.
Wilno zapadło w moją pamięć z innego jeszcze powodu. Po uroczystościach na Rosie siedziałem koło motocykla. Pies łaszący się do mnie sprowadził swojego Pana, mężczyznę około 50-tki, byłego radzieckiego oficera. Zapytał on gdzie i po co jedziemy, kto nam każe to robić i kto za to płaci. Nie mógł pojąć i uwierzyć, że sami pokrywamy koszty uczestnictwa w Rajdzie Katyńskim i robimy to dla siebie. I pytał kolejny raz: „ ale po co ci to?". Ponieważ mówił trochę po polsku zapytam go o pochodzenie. Odpowiedział, że był człowiekiem radzieckim, a teraz jest nikim. Miał ojca Polaka ale żeby żyć i awansować, żeby być człowiekiem radzieckim musiał zatrzeć ślady swojego pochodzenia. Do kościoła to nawet ojciec nie wchodził bo by go natychmiast uznali za wroga i zabili w taki czy inny sposób. Katolik nie nadawał się na człowieka radzieckiego wszak upierał się, że ma duszę. A teraz ordery ZSRR nic nie są warte, Litwini okazują mu wzgardę, dla Polaków jest ruski dla ruskich jest obcy, emerytury starcza mu na chleb, kiełbasę i wódkę, więc żyje tak sobie razem z sobaką z dnia na dzień. Dawniej z armią radziecką zwiedzał świat był w Afryce i Ameryce a z Niemiec to nawet samochód przywiózł. Po długiej rozmowie doszedł do wniosku, że jesteśmy jednak zupełnie inni, chociaż pochodzimy z tego samego słowiańskiego plemienia. Różnica dotyczy bowiem rzeczy najistotniejszej dla człowieka, otóż ja mam duszę natomiast jego duszę ukradli radzieccy komuniści. Ale żeby to zrozumieć, trzeba sobie uświadomić, że człowiek rosyjski jak pisał Dostojewski składał się z ciała, duszy i paszportu. Człowiekowi radzieckiemu skradziono duszę a bez paszportu nie był człowiekiem tylko robaczkiem. Jak pisze Caroline Humphrey obecnie obywatel Rosji do normalnego funkcjonowania potrzebuje pięciu dokumentów: aktu urodzenia, dowodu osobistego, książeczki pracy, potwierdzenia zameldowania oraz potwierdzenia prawa do nieruchomości.

Dzięki pomocy ambasady polskiej wjazd na Białoruś przebiegała szybko i sprawnie a po tamtej stronie ogarnęło mnie zdziwienie, że tak tam czysto, że chałupy na wsi pomalowane, ogródki zadbane, pola zaorane, drogi dobrze oznaczone. Nawierzchnie dróg głównych w bardzo dobrym stanie, natomiast bocznych dróg nie ma, to znaczy są drogi szutrowe ale o ich jakości szkoda gadać. Jest też kwas chlebowy chyba najlepszy w świecie. Białoruska policja dbała o nas i cały czas konwojowała nasz przejazd, przy czym jechaliśmy, gdzie chcieliśmy, przynajmniej mnie się tak wydawało. Olbrzymie wrażenie robiła dyscyplina na drodze. Sygnał z radiowozu powodował, że jadący natychmiast zjeżdżali na pobocze wznosząc przy tym tumany kurzu, ponieważ pobocza wysypane są szutrem. Dyscyplina totalitarna.
Cofamy się do Grodna aby oddać cześć jego obrońcom z września 1939 roku, którzy stawiali opór armii radzieckiej, za co po zdobyciu miasta zostali zmasakrowani. Szukałem w pamięci pisarzy opiewających bohaterów bitew 1939 roku z najeźdźcą ze wschodu, bohaterów nieodkrytych, przemilczanych, zapomnianych. Nie znalazłem..
Koło Mińska jest natomiast las nazwany Kuropaty. Leży w nim kilka tysięcy Polaków ofiar zbrodni katyńskiej (3870 z tak zwanej listy białoruskiej z 1940 rok)i morze ofiar ludobójstwa dokonanego przez komunistów Kraju Rad na mieszkańcach tego obszaru różnych narodowości. Komuniści zabili tam od 200 do 300 tysięcy ludzi, w większości Białorusinów Leżą tam obok siebie pomordowani w latach 1936-38, leżą oficerowie z Katyńskiej listy „białoruskiej". Wszyscy leżą bezimiennie, a drzewa wyrastają z ich kości. Na Białorusi toczy się spór o ten las. Jedna ze stron chce pobudować tam osiedle, druga memoriał upamiętniający ludobójstwo komunistów. Czas pokaże jaką decyzję podejmą Białorusini, czy wpiszą się w tradycję kultury europejskiej czy na Białorusi zwyciężą zwyczaje bolszewickie.
Są również spotkania, zdarzenia, które wprowadzały w zdziwienie a inne szokowały. Pierwsze bardzo przyjemne związane było z wizytą w Zaosiu pod Nowogródkiem, siedlisku Adama Mickiewicza. Zostało ono pieczołowicie zrekonstruowane i odbudowane, jako miejsce związane z największym białoruskim wieszczem narodowym, bo Białorusini uznają Mickiewicza za swojego poetę. Kustosz muzeum piękną polszczyzną kresową opowiadał nam dzieje Mickiewicza i jego rodu cytując Pana Tadeusza. Ponieważ ta piękna narracja poparta została rekwizytami z czasów Mickiewicza i miodem pitnym sporządzonym wg. starodawnej receptury, ochów i achów nie było końca. Do późnych godzin płonęło ognisko i chciało się nam śpiewać. Mocno żałowałem, że rano było zbyt mało było czasu na kąpiel w Świtezi chociaż dwóch rajdowców dokonało tego wyczynu, susząc się w trakcie jazdy.
„Siłaczka"
Na Białorusi w Bogdanowie odwiedziliśmy dom dziecka prowadzony przez Helenę Dworecką Polkę, współczesnego doktora Judyma i Siłaczkę w jednej osobie. Historia tej lekarki z Mińska, którą przypadek rzucił na biedną wieś, „gdzie diabeł mówi dobranoc", jest niesamowita. Pojechała pomóc w ostatnich dniach życia kilku staruszkom, którymi opiekował się ksiądz katolicki. Decyzją władz musiał natychmiast opuścić Białoruś. Kościół katolicki nie ma podpisanego konkordatu z Rządem Białorusi i wszystkie decyzje dotyczące tego kościoła podejmują urzędnicy bez uzasadniania i możliwości odwołania. Wtedy właśnie lekarka Helena spotkała 8-letnią dziewczynkę, brudną ,obdartą, poranioną, która żyła w szałasie na obrzeżach wsi, przepędzana i szczuta psami jak dzikie zwierzę. I to była jej pierwsza podopieczna. Potem dołączył chłopiec, którego własna matka skazała na spanie i życie w psiej budzie w skutek czego nawet po kilku latach leczenia nie odzyskał sprawności w ręce i nodze ze względu na przykurcze mięśni. Do tej dwójki dołączyło rodzeństwo z Moskwy, które piechotą przywędrowało kilkaset kilometrów byle dalej od zwyrodniałych opiekunów. Później pojawiły się jeszcze inne dzieci i po wieloletnich staraniach dom w którym zamieszkały sieroty pod opieką „Judyma Siłaczki" uzyskał status domu dziecka. Ta wspaniała kobieta obdarzyła miłością dzieci, których bliscy nie chcieli. Rajd Katyński od kilku lat wspomaga ich darami. Tym razem pytana czego najbardziej jest im potrzeba, odpowiedziała że środków czystości, bo jeść już mieli co, uprawiają kawałek ziemi , mają własne warzywa i robią kilkaset weków na zimę. Z tej opowieści wyzierają okrucieństwo biedy, niezaradność lokalnych społeczności i degradacja człowieka do niewolnika jako skutek idei komunistycznej, panujący alkoholizm i kalectwo jednostki, która żeby coś zrobić musi mieć nakaz władzy. Ponieważ w życiu nie spotkałem się z taką formą ludzkiego zdziczenia zadaję sobie ciągle pytanie, czy coś takiego jest możliwe w moim kraju, czy ideologia „róbta co chceta" i „paplania się w błocie" nie może wydać podobnych owoców.

Białoruś zapada w moją pamięć z uwagi na odwiedzane szkoły, domy dziecka gdzie witani jesteśmy z takim entuzjazmem, aż dech zapiera. W jednym z odwiedzanych Liceum zespół pięknych dziewcząt daje taki koncert, że bisom nie ma końca a część rajdowców rusza w tany. Podobne gorące przyjęcia doświadczamy na Litwie i Białorusi od rodaków, którzy pielęgnują polskość i dla których nasz przyjazd jest świętem. Na wschodniej Ukrainie witała nas nie tylko mniejszość polska ale całe miasteczka urządzając festyny, dni polskiej kultury, zloty motorowe.
Do Rosji wjechaliśmy niepostrzeżenie, ponieważ jedyna odprawa była na granicy litewsko-białoruskiej. W Smoleńsku policja skierowała nas na miejsce najnowszej narodowej tragedii tej z „10 kwietnia 2010 roku". Odgrodzony płotem i bramą kawałek ziemi, częściowo pokryty betonowymi płytami, częściowo porośnięty krzakami, parę głazów, parę krzyży, parę brzóz, pilnowany przez tajniaków i policje. Szok ! bo trudno uwierzyć, że tak ma wyglądać miejsce gdzie 2 lata temu zginął Prezydent Polski i 95 towarzyszących mu osób. Prezydent 37 milionowego europejskiego państwa. Odprawiona została msza św. za ofiary tragedii a rajdowcy jako posłańcy wręczyli proboszczowi kościoła smoleńskiego obraz błogosławionego Jana Pawła II z różą, dar ufundowany przez Honoratę Milniczenko z Lublina. Po pobycie w Smoleńsku wiem, że dla nas patriotów, ta najnowsza tragedia narodowa, jest żywą raną, która krwawi i boli i nie da się jej zasikać, zakrzyczeć, obśmiać, zadeptać, a ci dla których polskość to nienormalność muszą odejść precz zabierając z sobą zakłamanych kundli i suki.

Katyń- to jeden z celów naszego rajdu. Dwa dni nasze namioty stały w lesie w obrębie memoriału katyńskiego. O zbrodni katyńskiej wie każdy Polak, o tym barbarzyńskim mordzie jeńców, ludobójstwie inteligencji z kresów polskich po którym nastąpiły lata kłamstw i krętactw komunistów radzieckich oraz ich pomocników czyli naszych zdrajców narodowych. Wieczorem rozpoczęła się wzruszająca uroczystość patriotyczno - religijna. W ich centrum była msza święta na ołtarzu, za którym stoi ściana metalowa z wyrytymi nazwiskami zabitych, poprzedził ją śpiew Bogurodzicy, wprowadzany został sztandar z asystą i wieńcami a szpalery motocyklistów zapaliły pochodnie, znicze paliły się na symbolicznych tabliczkach ofiar z listy katyńskiej: nauczyciel, sędzia, generał, ksiądz, lekarz, rolnik, urzędnik poczty, urzędnik itd. tysiące nazwisk. Kolejny raz spadły łzy, których nikt się nie wstydził a dusza wołała „Boże miłosierny przyjmij ich do królestwa niebieskiego i bądź sprawiedliwy i litościwy dla morderców".
Dwaj motocykliści przywieźli do Katynia z wyprawy na Kołymę symboliczną ziemie z prochami tych rodaków, którzy nie zostali zgładzeni kulą w potylice ale wdeptano ich w błota północnej Rosji jako łagierników. To między innymi o nich Stalin mówił „ Polaków nie ma bo uciekli do Mandżurii". Staliśmy, modliliśmy się, śpiewaliśmy a czarne deszczowe chmury przyspieszały zmrok. Kiedy koledzy rozsypywali przywiezioną ziemie z Kołymy, nagle korony sosen zrobiły się czerwone od promieni słońca, które właśnie w tej chwili wyjrzało z za chmur i zamiast ulewy pojawiła się na niebie olbrzymia, kolorowa, piękna tęcza. Łał! niebo przemówiło, łał! ale zbieg okoliczności pomyśleli ci którzy nie wierzą w niebo. Ale wszyscy przeżyli olbrzymie wzruszenie. W Charkowie staliśmy przed byłym budynkiem NKWD w pobliżu miejsca gdzie zabijano oficerów II Rzeczpospolitej w sposób szczególny. Wzywani szli na przesłuchanie, przed wyjazdem „do domu" w ramach „rozładowania obozów jenieckich". Dwaj enkawudziści szli z boku, drzwi, pokój, kolejne drzwi, siedzący za stołem enkawudzista pytał o nazwisko i w tedy padał strzał znienacka. Bluzą owijano głowę i zamordowanych ładowano na ciężarówki a potem ciała ich wrzucano do dołów w lesie Piatichatki, posypywane wapnem, polewano gnojówką z sowchozów, żeby je unicestwić. Amoniak przyspiesza rozkład kości. Tak wyglądała zorganizowana przez Stalina „ucieczka" do Mandżurii. Dziś to kłamstwo ma dodatkowo olbrzymi ciężar i o tym powinni pamiętać smoleńscy kłamcy. Tego co czynią nie wybaczą im pokolenia.
Dwa zdania o Moskwie, dojechałem, widziałem, zdobyłem, czyli byłem na Kremlu chociaż motocyklem nie próbowałem wjechać. W Moskwie poczułem się turystą, było wolne popołudnie, zostawiłem motocyklową zbroje, przebrałem się w cywilne ubranie i jazda metrem na Kreml. Centrum Moskwy nocą jest pięknie oświetlone i robi wrażenie, podobnie jak metro kilku poziomowe, nagromadzenie najnowszych i najdroższych samochodów i masa młodych pijanych, krzyczących mężczyzn. Przed knajpami na ul. Motocyklowej gromadzi się sporo oryginalnych rajderów i stoją wypasione maszyny, które cieszą oko najbardziej wybrednych harlejowców.
Rano byliśmy na cmentarzu aby oddać hołd dowódcom AK zwabionych w 1945 na rozmowy do Moskwy i zamordowanych zdradziecko. Staliśmy przed symbolicznymi płytami generała Okulickiego. Przy wyjściu z cmentarza mój wzrok przykuł grób generała NKWD, Błochina, bohatera Kraju Rad, który najwięcej zamordował polskich oficerów. Ustalił on dzienną wydajność mordu i zmodyfikował miejsce gdzie trzeba celować aby skuteczność zabijania była 100%. Strzelając należało celować nie w potylicę tylko w rdzeń kręgowy, śmierć następowała natychmiast i było bardzo mało krwi.
20 września znów emocje sięgają zenitu. Jedziemy na pola Dytiatynia na miejsce polskich Termopil z 1920 roku, tam gdzie 70 lat temu 2 bataliony wojsk polskich zatrzymały armię Budionnego na tyle skutecznie, że cofające się armie polska i ukraińska mogły przygotować skuteczną obronę Lwowa i opóźnić marsz Budionnego pod Warszawę co zdaniem strategów wojskowych miało olbrzymi wpływ na przebieg bitwy i cud nad Wisłą. Dlaczego „Termopile" bo garstka Polaków walczyła do ostatniego naboju a bezbronnych żołnierzy rozwścieczona horda bolszewicka porąbała szablami na kawałki. W miejscu bitwy naród Polski postawił obelisk i kościół ale bolszewicy wysadzili wszytko aby wymazać pamięć o bohaterstwie Polaków i własnej hańbie. Ponad 70 lat później wróciła pamięć, znów jest krzyż na polach Dytiatynia a Prymas Polski arcybiskup Muszyński odprawił mszę świętą za poległych. Przybyli patrioci modlili się za bohaterów a uczestnicy Rajdu Katyńskiego w uroczysty sposób oddali im cześć.
Wyjeżdżamy do Huty Pieniackiej gdzie czekało kilkudziesięciu nowych uczestników rajdu, którzy w kolejnym roku odzyskiwali cmentarz wojenny w Brodach.

Huta Pieniacka
Te 100-130 km były najtrudniejszym przejazdem motocyklowym w moim życiu, taka moja epopeja. Pierwsze 80 km jechałem po asfalcie, potem 30 km to asfalt z dziurami w które zmieścił się motocykl a na koniec po szutrach i bezdrożu. Huty Pieniackiej nie ma na żadnej współczesnej mapie ani na mapach w Internecie. Była na mapach przedwojennych i pozostaje w pamięci tych dla których kresy Rzeczpospolitej stanowią część naszego dziedzictwa. Kolega z mojej grupy miał awarię, czekaliśmy aż zreperuje motocykl. Ruszyliśmy z dużym opóźnieniem. Byliśmy ostatnią grupą, zaczęliśmy się spieszyć i grupa się rozjechała. Na boczne drogi bez drogowskazów wjechaliśmy we czterech. Jechałem wolno bo szuter nie jest dla ścigacza. Środkiem nie dało się jechać bo była tarka trakowa, wszystko się trzęsło, kiszki waliły o siebie a przeguby rąk odmawiały posłuszeństwa. Po bokach szuter usuwał się spod twardych opon z cieniutkim bieżnikiem przeznaczony na tor wyścigowy. Jeszcze gorzej wyglądała jazda przez wioski, która wymagała wręcz ekwilibrystyki znanej z możliwości enduro ponieważ miedzy dołami leżały kawałki ruchomego asfaltu. Mój motocykl kawasaki ER6f na obrotach poniżej 3 tysięcy wymaga jedynki a nadmiernie załadowane bagaże uniemożliwiały złapanie równowagi na stojąco. Nadciągała burza, robiło się ciemno, spadły pierwsze krople deszczu. Zdecydowałem się stanąć i założyć odzież nieprzemakalną. Koledzy zaryzykowali odzieży nie zmienili, byliśmy przecież już niedaleko celu. Pojechali... Zaczęło lać jak z cebra, waliły pioruny !. Nic nie widziałem. Jechałem „po omacku", okulary w kasku podczas deszczu pokryły się mgłą a bez okularów nie widziałem nawierzchni. Jechałem bo zbliżała się noc a jazda nocą to dla mnie masakra. Jechałem świadomy że jak nie dojadę będą mnie szukali. Skończyła się wieś i droga, zaczęły się polne dukty. Jeden wiódł pod górę do lasu inny ostro skręcał w lewo w dół. Zatrzymałem się niepewny, odpoczywałem gdy na skraju lasu zobaczyłem „grupowego" który wrócił i wskazywał mi drogę. OK. Pojechałem pod górę ścieżką a raczej rwącym potokiem. Cudem utrzymywałem równowagę na śliskich kamieniach, które pozostały po dawnej drodze. Łał! Wjechałem ! Następnie las i olbrzymie kałuże , łał! przejechałem , następna dziura, znowu się udało. Stanąłem przed rozlewiskiem i nie wiedziałem jak jechać środkiem czy bokiem, rosyjska ruletka, ale przecież inni przejechali, pojechałem więc i ja. Woda po osie , łał! przejechałem, poziom adrenaliny był tak wysoki, że nie czułem zimna, zmęczenia, ani tego że byłem kompletnie przemoczony. Wyjechałem z lasu i wtedy zobaczyłem las namiotów na polu w udeptanej trawie. Wjechałem między namioty, było grząsko, zapadały się koła więc podłożyłem pod stopkę plastikową butelkę. Rozglądałem się, właśnie kończyło się nabożeństwo pod parasolami, ktoś próbował rozpalić ognisko. Wokół pola, zdziczałe sady i brak śladu życia. Tam nie ma nic. Tylko cisza trwała i krzyczała. Zastygła po mordzie. Do 1944 roku w tym miejscu była jedna z największych polskich wiosek na tamtym terenie, 178 gospodarstw, szkoła, huta szkła, kościół . Dwudziestego ósmego lutego 1944 roku wioskę otoczyły oddziały "ukraińskiej armii wyzwoleńczej" wspomagane przez ochotników z sąsiednich wiosek i unicestwiły 1200 osób razem z zabudowaniami, głownie kobiety, dzieci i starców, bo młodych hitlerowcy wywieźli na roboty do Niemiec. Wymordowali paląc ich żywcem a tych którzy próbowali uciekać dobijali widłami, siekierami, cepami a dzieci nadziewali na sztachety - to przykład strasznego zdziczenia , sąsiadów ale czy to byli jeszcze ludzie? Znowu zaczęło lać jak z cebra , postawiłem namiot, naciągnąłem tropik, zagrzałem herbatę, dopiłem resztę koniaku, ściągnąłem z siebie wszystko, tylko skarpetki były suche. Całe szczęście, że w kufrach w workach foliowych miałem suchy śpiwór i dresy. Padałem ze zmęczenia, tylko spać i jedyna myśl czy tropik wytrzyma ulewę. Obudziłem się przed 6. Dalej padało a za 55 minut odjazd. Powoli wracam do rzeczywistości. Przed zamkniętymi oczyma przesuwały mi się obrazy jazdy z wczorajszego wieczoru i historia mordu na ziemi na której leżałem. Ogarnęła mnie wściekłość na tych manipulantów świadomością, na tych kolaborantów, zdrajców, sprzedawczyków, kłamców na tych... tych i na siebie, tak na siebie no bo coś ty k..... habilitowany doktorze zrobił, żeby poznać prawdziwą historię Polski.
To są moje emocje i inni rajdowicze z dużym doświadczeniem mogą zapytać, Piotr o czym ty opowiadasz, to była całkiem fajna droga i w ogóle było super bo tylko 4 dni lało a na VIII Rajdzie to tylko 4 dni były bez deszczu a 12 dni lało. Jasne moi braciszkowie oraz dzielne siostrzyczki, tylko 4 dni byłem przemoczony, następnym razem tak się przygotuję, że będę jechał suchy nawet wówczas jak będzie lało przez 22 dni Rajdu.
Podsumowując to spaliśmy w muzeum pod Lenino wśród karabinów, granatów i moździerzy, w 3 kościołach, na podłogach 7 sal gimnastycznych, w 7 domach pielgrzymkowych i domach noclegowych ale 8 razy rozbijałem własny namiot na terenie memoriałów Miednoje, Bykowni ,Katynia przy czym w mojej pamięci obozy rozbite koło Muzeum Mickiewicza w Nowogródku, nad rzeką po wyjeździe z Kijowa i ten ostatni w ruinach zamku Kamienia Podolskiego mają wymiar szczególny (epicki - fantastyczny ).

Kamieniec Podolski
No właśnie, rozbijamy namioty w ruinach zamku, którego mury obronne wysadził Wołodyjowski, palimy ognisko, śpiewamy patriotyczne pieśni a rano wstające słońce oświetla zabudowania miasta, cerkwie, kościoły, wierze murów obronnych i innych budowli pięknie położonych na zboczu a na najwyższej budowli czyli minarecie postawionym przez Turków koło katedry stoi wielka figura Matki Boskiej z koroną z gwiazd który stanowi pierwowzór symbolu współczesnej Europy.
Policja na odwiedzanych terenach akceptowała ze zdziwieniem, że my od tak, bez zezwoleń, jedziemy gdzie chcemy, rozbijamy namioty i nocujemy gdzie chcemy. Jestem zdziwiony, że w wielu miastach Ukrainy stoi postument Lenina ideologa największego ludobójstwa i mogę tylko pokazać mu znak „kozakiewicza". Jak tu nie być dumnym, że przynależę do narodu który ma duszę i rozumie co to wolność, wszak sikających na znicze, lewaków i zdziczałych osiłków paplających się w błocie nie ma zbyt dużo, przynajmniej mam taką nadzieję.

Krótkie podsumowanie w 24 dni przejechałem 6600 km, większość to dobry asfalt na drogach głównych, ok. 1500 km dróg bocznych z dziurami jak ser szwajcarski ponadto ze 300 km to szutry, jechałem również po łące, polu, miedzy, lesie, kałużach po osie i dojechałem zawsze do celu bez upadku na moim ścigaczu-turyście ER6F. Wszyscy przejechali czyli 50 do 100 motocykli najróżniejszych marek i rodzajów od wypasionych enduro, wielkich choperów, ścigaczach i zwykłych szosowcach. Jedyny warunek jaki musi spełniać „motor" tzn. motocykl (motory mają kombajny) to „musi jechać" i rozwinąć na trasie 110 km, szybciej jadą tylko „pościgowcy" czyli Ci którzy gonili grupę z jakiś „swoich" powodów. To nie jest drogi Rajd – w moim przypadku ok. 3 tysięcy złotych w tym 1000 złotych wpisowego i około dwóch tysięcy złotych na benzynę, dwa płatne przejazdy na Białorusi, noclegi w łóżku , jedzenie w trasie, ekscesy w Moskwie (wieczór był wolny), napoje rozgrzewające przy ognisku. Porównując z Nordkapem to Rajd Katyński był prawie trzy razy tańszy i na tym kończą się porównania ponieważ trudno porównywać Karpaty z Himalajami a dla mnie Rajd Katyński to Himalaje w zimie.

Jest to moja opowieść o Rajdzie Katyńskim z pierwszego uczestnictwa. Pomijam wiele wydarzeń bo o wszystkich nie sposób opowiedzieć. Jestem przekonany, że z następnej podróży przywiozę inne doświadczenie, inne wspomnienia, inne przeżycia bo każdy kolejny Rajd Katyński jest nieco inny. Tego, że pojadę jestem pewny, bo to prawdziwy rajd dla twardzieli. Dlaczego ten Rajd uważam za „fantastyczny" ? ponieważ wielokrotnie przekroczyłem samego siebie tzn. moje umiejętności, ograniczenia, zmęczenie, strach, ponieważ odkryłem korzenie narodowej tożsamości. Zobaczyłem jak ogromną cenę zapłacili nasi przodkowie żeby Polska była wolna, zrozumiałem jakie mam szczęście, że urodziłem się po tej stronie Bugu, co znaczy mieć własne państwo i jakim wspaniałym jesteśmy narodem. Uzupełniłem moją wiedzę historyczną, zrozumiałem co dla naszych przodków oznaczały słowa; Bóg, Honor, Ojczyzna. Minęło już wiele czasu a ja wracam myślami do Rajdu, do jazdy, do emocji, do spotkań, do ludzi, do współrajdowców. Jestem absolutnie pewny, że każdy Polak, który pojedzie na Rajd Katyński wróci odmieniony, uzupełniony o pewien aspekt narodowej tożsamości, którego brakuje większości rodakom, zrozumienia czym jest polskość i będzie dumy, że jestem Polakiem. Komu odradzam udział w tym rajdzie: spadkobiercom Róży Luksemburg i sikającym na znicze. Tych ostatnich ostrzegam nie jedzcie na ten rajd, bo nie dojedziecie, pogarda otoczenia wyeliminuje was.

Piotr Kozioł


 

Zapraszamy uczestników Rajdów Katyńskich do zamieszczania swoich opinii, zwłaszcza krytycznych, bo tylko takie pomogą przy organizowaniu kolejnych Rajdów.

 
 

 

 

<< WPŁATY : 20 zł - Anonimowy Darczyńca (15-02-2013) / 80 zł - Krzysztof Katczuk (15-02-2013) / 200 zł - Anonimowy Darczyńca "na rzecz Wileńskiego Hufca Maryi" (08-03-2013) / 1,19 zł - "Motorizer" "symboliczna złotówka" (11-03-2013) / 200 zł - Grażyna i Tadeusz Wiśnik, Warszawa "dar dla dzieci z kresów" (04-04-2013) / 37,08 zł - Anonimowy Darczyńca (05-04-2013) / 100 zł - Falarz Edward, Kraków (05-04-2013) / Janina Odzierej Kneptuna, Legnica (05-04-2013) / 150 zł - Piotr Ostrowski, Gdańsk (05-04-2013) / 100 zł - Małgorzta Mańka, Poznań (08-04-2013) / 40 zł - Janina Zborowska, Legnica (10-04-2013) / 1000 zł - "zebranych podczas uroczystości poświęcenia tablic "Golgoty Wschodiu i Smoleńskiej" w Płocku, w dniu 14 kwietnia 2013 r. / 100 zł - Kazimierz Kaja, Mszana Dolna (15-04-2013) / 400 zł - Frank Stępień, Benfleet (15-04-2013) / 250 zł - Alina Bachowska, Kraków (16-04-2013) / 100 zł - Daniel Cetlicer, Starachowice (18-04-2013) / 120 zł - Bogumił Kubiak, Wrocław (18-04-2013) / 700 zł - Stowarzyszenie Więzionych Internowanych, Częstochowa (26-04-2013) / 500 zł - Krzysztof Bazydło "darowiznę proszę przekazać na zakup różańców", Włocławek (29-04-2013) / 1,14 zł – Pan Rafał Grunt, Warszawa (2.05.2013) / 780,00 zł – Pani Jadwiga Bednarska Wielkopolska, Związek Więźniów Politycznych Okresu Komunistycznego w Lublinie (8.05.2013)/ 100,00 zł – Pani Teresa Kicińska Kurdziel, Sosnowiec (14.05.2013) / 100,00 zł – Pani Maria Oleksiejuk, Warszawa (16.05.2013)/ 300,00 zł – Pan Jan Olszewski, Elbląg (21.05.2013) / 200,00 zł – Pani Stanisława Alicja Komorowska wraz z mężem, Biała Rawska (29.05.2013) / 1.500,00 zł – Pani Zuzanna Maria Burchard, Warszawa (29.05.2013) / 1.000,00 zł – Pani Teresa Stanisława Kołek, Wrocław (31.05.2013) / 150,00 zł - Pan Witold Biernacki z Olsztyna (24-06-2013) / 100,00 zł - Pani Izabela Przybylska ze Słomnik (17-07-2013) / 30,00 zł – Pan Andrzej Kacperski z Pruszkowa. Na cele statutowe.(05-08-2013) / 100,00 zł – Pan Zbigniew Wołoszyn z Gorzowa Wielkopolskiego. Dar serca na Motocyklowy Rajd Katyński (11.08.2013) / 1500,00 zł Pan Julian Wyszomirski z Warszawy. Darowizna dla Polaków na Kresach Rzeczypospolitej. (13-08-2013) / 50,00 zł Państwo Maria i Jerzy Malinowscy z Komorowa. Darowizna na cele statutowe (13-08-2013) / 200,00 zł – Pani Zofia Maria Janik z Warszawy. Dar. (13.08.2013) / 200,00 euro – Pani Halina Aston z Niemiec. Dar dla Polaków na Kresach. (15.08.2013) / 50,00 zł Anonimowy darczyńca (15-08-2013) / 50,00 zł – Pan Andrzej Kozłowski z Karczyna Wieś (12.08.2013) / 100,00 zł – Pani Wanda Maria Adamczuk z Lublina. Dar na cele statutowe. (13.08.2103) / 100,00 zł – Pani Otylia Latała z Łowicza (14.08.2013) / 100,00 zł – Pani Maria Pernach z Warszawy (22.08.2013) / 150,00 zł – Pani Małgorzata Mrozińska z Radomia. Dar dla Rodaków na Kresach (22.08.2013) / 300,00 zł – Pani Anna Gołębiewska z Warszawy. Darowizna na cele statutowe Stowarzyszenia (30.08.2013) / 100,00 zł. – Nieznany Darczyńca, suma przekazana pod Kościołem Św. Aleksandra, na Placu 3- Krzyży, - dla Polaków na Kresach. (11.07.2013) / 30,00 zł. – Pan Andrzej Kacperski z Pruszkowa – wpłata na cele statutowe. (05.08.2013) / 100,00 zł. – Pan Zbigniew Wołoszyn z Gorzowa Wielkopolskiego – dar serca na Motocyklowy Rajd Katyński (11.08.2013) / 200,00 zł. – Pani Maria Zofia Janik-Czachor z Warszawy – Dar (13.08.2013) / 50,00 zł. – Państwo Maria i Jerzy Malinowscy z Komorowa – darowizna na cele statutowe. (13.08.2013) / 1.500,00 zł. Pan Julian Wyszomirski z Warszawy – darowizna. (13.08.2013) / 50,00 zł. – Nieznany Darczyńca – dla Polaków na Kresach. (19.08.2013) / 1.000,00 zł. – Pan Bogdan Czerwiński ZPUH STOL-DOM – Dar dla polskich dzieci na Kresach. (19.08.2013) / 200,00 zł. Pan Sławomir Janus z Pierzchnicy – Dar dla polskich dzieci na Kresach (19.08.2013) / 2.560,08 zł. – Pani Jolanta Chełmińska wraz z pracownikami Łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego i Administracji Zespolonej – na podarunki dla dzieci w czasie Rajdu. (19.08.2013) / 160,00 zł. – Pan Henryk Kowalczyk z Ostrowia Mazowieckiego – Dar dla Polaków na Kresach. (20.08.2013) / 500,00 zł. – Pan Czesław Straczyński z Gidle – GRATULACJE (20.08.2013) / 100,00 zł. – Pani Danuta Somczyńska-Stępka z Warszawy – na dary rajdowe (20.08.2013) / 100,00 zł. – Pan Grzegorz Kowalski z Sulejówka – darowizna na Rajd Katyński (21.08.2013) / 40,00 zł. – Łódzki Urząd Wojewódzki w Łodzi – wpłata na Rajd Katyński (21.08.2013) / 1.000,00 zł. – Pani Elżbieta Knyziak z Warszawy – dar dla polskich dzieci na Kresach. (22.08.2013) / 100,00 zł. – Państwo Lucyna i Tadeusz Szula z Okuniewa – darowizna. (22.08.2013) / 70,00 zł. – Pani Anna Walendzik z Warszawy – na cele statutowe Rajdu Katyńskiego (26.08.2013) / 250,00 zł. – Pani Janina z Placu Zamkowego – dla Polaków na Kresach (26.08.2013) / 50,00 zł. – Pani Helena i Józef Przybylscy ze Słomnik – darowizna (3.09.2013) / 50,00 zł. – Pani Jadwiga Rudz z Warszawy – dla dzieci na Kresach (16.09.2013) / 100,00 zł. – Wiesław Michał Bojarski z Lublina – darowizna (27.09.2013) / 30,00 zł. – Pani Łucja Janina Wojtczak z Góry – dar (27.09.2013) / 100,00 zł. – Pani Maria Wróbel z Gdyni – na organizacyjne cele rajdów (30.09.2013) / 50,00 zł. – Pan Mieczysław Józef Czajkowski z Gdańska – darowizna (1.10.2013) / 200,00 zł. – Pani Stanisława Pikula z Modliborzyc – wpłata. (9.10.2013) / 30,00 zł. – Pan Zbigniew Grabowski z Bojano – dar dla Polaków na Wschodzie. (10.10.2013) / 1.000,00 zł. Pani Danuta Somczyńska-Stępka z Warszawy – na odbudową kościoła w Okopach Świętej Trójcy. (15.10.2013) / 300,00 zł. – Pan Leszek Patejuk Przedsiębiorstwo Usług Geodezyjnych GEOPLAN z Wołomina – dary dla Polaków na Kresach. (21.10.2013) / 30,00 zł. – Pani Lidia Wolf z Sadowa – Darowizna. (28.10.2013) / 30,00 zł. – Pan Zbigniew Grabowski z Bojano – dar dla Polaków na Wschodzie. (12.11.2013) / 50,00 zł. – Pan Mieczysław Mleczko z Bielan Wrocławskich – darowizna na cele statutowe. (14.11.2013) / 500,00 zł. – Pan Czesław Strączyński z Częstochowy – wpłata na Rajd Katyński. (20.11.2013) / 20,00 zł. – Nieznany ofiarodawca na pogrzebie Pani Marianny Popiełuszko – na światełko na kresowych grobach. (25.11.2013) / 30,00 zł. – Pan Zbigniew Grabowski z Bojano – na dary dla Polaków na Wschodzie. (10.12.2013)<<DARY RZECZOWE : Książki dla Polskich dzieci na Kresach - Gimnazjum "Ofiar Katynia" w Lisiej Górze. /Książki-polska literatura klasyczna,polska literatura dla dzieci,książki-historia Polski,przybory szkolne - Uczniowie Szkoła Podstawowa w Bogdance powiat brzeziński,województwo łódzkie/ Artykuły i przybory szkolne o wartości 2.000,00 zł (06.07.12) - NIEZALEŻNY SAMORZĄDNY ZWIĄZEK ZAWODOWY, Region Śląsko-Dąbrowski, ZARZĄD REGIONU. / Książki, zabawki, przybory szkolne, zebrane w szkołach: -Gimnazjum Nr 42 z Oddziałami Dwujęzycznymi przy ul. Twardej Warszawa -Szkoła Podstawowa Nr 293 im. Jana Kochanowskiego w Warszawie-XXII LO im. Jose Marti w Warszawie. / Książki o tematyce historycznej, patriotycznej, płyty CD - Pani Wanda Schultz, Pruszków. / Materiały szkolne o wartości 1000,00 zł - Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji Sp. z o.o., Wołomin, ul. Graniczna 1, Prezes Zarządu, Paweł Solis. / Materiały szkolne o wartości 1228,00 zł - Przedsiębiorstwo Komunalne Sp. z o.o., Al. Armii Krajowej 34, Wołomin, Prezes - Ireneusz Maślany. / 100 szt. książek „Historia Polski” o wartości ok. 2000,00 zł - Poszukiwania Nafty i Gazu Jasło Sp. z o.o. Oddział NAFTGAZ w Wołominie, ul. Łukasiewicza 11, Prezes Jerzy Nalepa. / Środki spożywcze o wartości ok. 500,00 zł - TRANZBET Piotr Piotrowski, ul. Mińska 40, Wołomin. / Słodycze (ok. 62 kg) – Tago Przedsiębiorstwo Przemysłu Cukierniczego Tadeusz Gołębiewski, Ciemne, ul. Wołomińska 125, Radzymin. / Środki czystości o wartości ok. 1500,00 zł - DJCHEM CHEMICALS POLAND S.A., ul. Łukasiewicza 11a, Wołomin, Prezes Bogdan Władysław Domagała. / 50 plecaków o wartości 1500,00 zł – BJM Sp. z o.o., Wiceprezes Iwona Dorota Klimek i Barbara Stefania Myszk, ul. Wileńska 51 bud. A lok. nr 1, Wołomin. / Słodycze (ok. 90 kg) - Józef Tokarski, ul. Wileńska 43, Wołomin. / Buty i materiały szkolne o wartości ok. 550,00 zł - Zakład Energetyki Cieplnej w Wołomini, Sp. z o.o. , ul. Szosa Jadowska 49, Wołomin Prezes Zarządu Edward Olszowy. / 35 plecaków szkolnych o wartości 1035,00 zł - Przedsiębiorstwo Usługowe "UNIWERS" Zdzisław Kuniczuk, ul. Krasickiego 19, Ustka. / Materiały szkolne o wartości 986,00 zł - Andrzej Saulewicz HYDRO-INSTAL, ul. Żytnia 6 Wołomin. / Materiały szkolne o wartości 986,00 zł – Włodzimierz Królik "KROL" Zakład Robót Drogowych i Inżynieryjno Instalacyjnych, ul. Łukasiewicza 9G, Wołomin.  / Albumy „Perła wschodu” o wartości 600,00 zł oraz Słodycze ok. 62 kg - P.H.U. Jan Zientara S.C.  J.D.A.A. Zientara, ul.Szosa Jadowska 53, Wołomin. / Albumy i książki o wartości ok. 300,00 zł – Pani Maria Krukowska, ul. Mariańska, Wołomin. / 3 paczki książek – Ks. Sylwester Sienkiewicz, Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, ul. Kościelna 56, Wołomin. / Albumy o wartości 300,00 zł - Edward Olszowy, Wołomin. / 10 plecaków szkolnych o wartości 300,00 zł - Konrad Rytel wice starosta wołomiński, ul. Prądzyńskiego 3, Wołomin. / 7 plecaków o wartości 203,00 zł - Krzysztof Kuc, ul. Chrobrego, Wołomin. / 2 kartony słodyczy - Cadbury WEDEL, ul. Zamoyskiego 28/30, Warszawa. / Albumy i materiały szkolne - Urząd Miasta Kobyłka, Pan Burmistrz Robert Roguski, ul. Wołomińska 1, Kobyłka. / Słodycze (ok. 70 kg) - PPHU Bomilla Sp. z.o.o Włocławek, ul. Wyszyńskiego 11/13, Włocławek. / Produkty spożywcze (chleby, maca, poduszeczki, etc.) 700 opakowań - Chaber S.A., Al. Prymasa Tysiąclecia 83, Warszawa. / Przybory szkolne, plecaki (1 paleta) - Zdzisław Struzik, Parafia Dobrego Pasterza Warszawa Wola ul Szczecińskiego 5. / Przybory szkolne, pamiętniki, zeszyty, zabawki, bryloczki, książki (3 kartony) – The Walt Disney Company (Polska) Sp. z o.o. Al. Armii Ludowej 26, Warszawa. / Książki, zabawki szkolne, przybory – Indywidualni, anonimowi darczyńcy. / Elementarze do nauki j. polskiego 40 egz. o wartości ok. 2000,00 zł - Instytut Papieża Jana Pawła II w Warszawie ul Hlonda 1, Warszawa. / Materiały promocyjne (notatniki, mapy, etc.) - Mirosław Treter, Urząd Miejski w Suwałkach, ul. Mickiewicza 1, Suwałki. >>Za wszelką pomoc bardzo serdecznie dziękujemy!<<